>O NAS
>OFERTA HANDLOWA
>TRENINGI
>EWOLUCJE
>FILMOGRAFIA
>NASZA STAJNIA
>PENSJONAT
>ZDROWIE
>PUSZCZA
>ZNANI O NAS
>KONTAKT
>METODY SZKOLEŃ
>GALERIA

 


Współpraca z jednym koniem to przyjemność i prawdziwa sztuka.
A z wieloma końmi?
Coraz więcej ludzi ma konie. Ale nie wszyscy pamiętają o pięknej, ponad tysiącletniej polskiej tradycji. Spotyka się konie bite, źle traktowane. Kupione na sezon, znarowione. Zmarnowane. Z dziwnymi chorobami.

Chcemy nauczyć ludzi kochać konie. Szacunku do zwierząt i polskiej tradycji. Zbliżyć konie do ludzi. Pokazać na czym polega miłość do koni. Bo przecież każdy Polak ma ją we krwi - nawet nieświadomie.
 
Wchodzę do stajni. W jednym z wyłożonych słomą boksów leży siwa klacz. Nie wstaje. Przyglądam się jej bliżej. Widzę ślady odleżyn na jej ciele. Kobyła odwraca głowę. Ma długie zawinięte rzęsy i mądre oczy; tak mądre, jak tylko konie mieć potrafią.
Za chwilę w boksie zjawia się Magda, która zajmuje się chorą. Pomaga ważącej ponad 350 kg kobyle wesprzeć się na sobie. Troskliwie ją poi i karmi. Po chwili przychodzi weterynarz i zaczyna się zabieg.
Obejrzałam jej kopyta. Musiałam wyjść.

Agnieszka

Życzę zdrowia i lepszego losu.
Ewelina

A ja bardzo dziękuję ludziom z Fundacji. Nie tylko za Łaskawą- dobra robota!
Basia

Wstyd mi za tego człowieka.
Marek

Polska była krajem koni. Jesteśmy po to, by stała się krajem ludzi, którzy je kochają.

Inwestujmy w młodych. Uczmy ich traktować konie przyzwoicie i z szacunkiem, bo pomagały nam w przeszłości wygrywać w walce, ale i opuszczać pola bitew.
 

Historia ŁASKAWEJ

Historia siwej klaczy ratowanej przez nas wpisuje się w ogólniejszą opowieść o tym, jacy jesteśmy. Dotyczy nie tylko dorożkarza, który zgotował swojemu koniowi los pełen bólu, ale nas wszystkich. Być może ktoś myśli, że skoro tak rzadko reagujemy na bestialstwo wobec ludzi, to cierpienie zwierzęcia pozostanie bez jakiejkolwiek reakcji. Nic bardziej błędnego.

Łaskawa (imię nadane w Fundacji) została kupiona pod wpływem impulsu dobrego serca, bo przecież nie ma serca, które spokojnie zniosłoby widok tak umęczonego stworzenia. Jej poprzedni właściciel zaniedbał ją, może o niej zapomniał?

Nie rozczyszczał kopyt, zostawił w gnojowisku na długie tygodnie. Rosnące bez korekty i odrobiny swobody kopyta wypełniły się ropą. Najdrobniejszy kroczek powodował ból. Koń musiał się położyć. Długotrwałe leżenie spowodowało rany.

Właściciel pomyślał i postanowił sprzedać klacz do rzeźni. Łaskawą zobaczył J. Celiński i tak się rozpoczęła walka o jej życie…